18 komentarzy do “Dokąd zmierza IBM?”

  1. U mnie w pracy na zebraniu (ober) manager powiedzial niedawno pol zartem, pol serio, ze bardziej mu sie oplaca zatrudnic trzech Hindusow, niz jednego konsultanta z Sungarda.
    Tomek

    1. Tutaj w Niemczech IBM ma duza tendencje zatrudniach kontraktorow na czas okreslony. Zwolnienie pracownika kosztuje bardzo duzo.

      1. Oczywiscie ze za duzo zarabiamy… dla elity trzymajacej w garsci bogactwo i majacej w glebokim powazaniu srednia klase.

        A nie mozemy wyzyc za pensje jednego Hindusa? Mozna policzyc ile hamurgerow mozna za to kupic w Burger Kingu, nie?

        -Maciek

      2. Moim skromnym zdaniem..
        Nie sadze, ze sprawa jest w samych zarobkach (choc zapewne jest to czesc prawdy),
        jak jednak mozna dostrzec, lekarze zarabiaja wiecej i nikt ich za bardzo nie rusza.
        My nie jestesmy lekarzami, a po drugie, po prostu mysle, ze zawod „informatyka” po prostu zszedl na psy..
        dawniej aby zostac informatykiem trzeba bylo skonczyc pare lat kierunku o profilu matematycznym – ot po to aby miec wizje calego projektu..
        Dawnie nie bylo rozbicia na „programista, tester, technical writer, projektant, administrator bazy” itp. dziesiatki innych tytulow ktorych mozna spotkac w kazdym z ofert pracy.. Informatyk to byla osoba ktora rozumiala te zagadnienia, dzisiaj no coz, iles tam nocy przesiedzianych w liceum nad komputerem
        + jakis tam certyfikat, robi z kogos „wtajemniczonego” czlowieka IT.. coz wiec chcemy?
        Ja nie raz tlumacze swojemu synowi, ktory skonczyl tzw. „civil engineering” – gdyby tak byly robione projekty w codziennym zyciu,
        jak projekty robione w srodowisku IT, to codziennie slyszelibysmy o zawalaniu sie kolejnych mostow, budynkow z dziesiatkami ofiar.
        Nie narzekamy wiec drodzy koledzy i cieszmy sie z tego, ze jeszcze mamy prace, chyba nie ma zadnych watpliwosci, ze przyszlosc nalezy do Hindusow i Chinczykow..zreszta co tu duzo gadac.. wystarczy popatrzec na listy adresowe w Waszych firmach, zobaczcie ile tam przybywa co roku
        nowych „ciekawych” nazwisk..(i nie sa to Smith, Kowalski czy Jurij)

        Pozdrawiam i zycze i zycze wiecej optymizmu, skoro udalo sie dotrwac do 2012, to moze uda sie jeszcze dotrwac te pare lat do emerytury..

        1. Dołożę I ja swoje trzy grosze…

          Dobrobyt na świecie w czasach, kiedy przyjeżdżaliśmy do Stanów przypominał naczynia połączone, których rozdzielone były przegrodą I większość mleka I miodu znajdowała się w naczyniu zachodnim. Ale następnie nastął czas globalizacji tzn. Zanikania przegrody.

          Z innej beczki… miesiąc temy zaprowadziłem mojego jedenastoletniego syna na “Matematycznego Kangura”, coś na kształt olimpiady matematycznej. Wymyślił te zawody jakiś Kangur, a Polacy bardzo go promują, również tu, w USA. Otóż na 35-40 dzieciaków doliczyłem się 2 białych gimnazjalistów oraz biąłego Stefana. Całą resztę stanowili dzieci Hinduskie (circa 75%, oraz skośnookie (25%). Jednocześnie dostałem ostatnio ze szkoły Stefana notę, że dyrekcja jest zainteresowana utrzymywaniem wysokich standardów nauczania, zwłaszcza w dziedzinie “Language Arts and Literacy”.

          Trzymajcie się,
          Marek

          1. Bardzo to pieknie wytlumaczyles z naczyniami polaczonymi, tyle ze ktos te naczynia poprzechylal tak ze w zasadzie topi sie potencjal 300 mln ludzi w potencjale ludzkim ok 2 mld ludzi zyjacych w „nieco innych warunkach” delikatnie mowiac. Same sie te naczynia nie wyrownaly. Byla przy tym duza pomoc. W dodatku nie wierze w gospodarke wolnorynkowa w Chinach… a za tym moga stac inne interesy niz sie wielu wydaje.

            Przyjechalismy do kraju z dominujaca gospodarka a mieszkamy w kraju ktory staje sie powoli zacofany wzgledem innych.Obecnie nawet chyba Korea jest bardziej zaawansowana technologicznie niz Stany Zjednoczone. No i jak do tego doszlo? Zjawisko globalizacji latwo wytlumaczyc ale jakos nielatwo wytlumaczyc dlaczego otwiera sie kurek wypuszczajac te „wode na druga strone” nie dostajac w zamian w zasadzie nic. Potencjal dokonywania oszczednoisci na tanszej sile roboczej nie jest nieskonczony – kiedys nie bedzie juz mozna oszczedzic na nim a przy proporcjach populacji wyglada na to ze nastapi to dosc szybko.

            A w sprawie noty to w sumie jakie to mialo znaczenie bo nie bardzo zajarzylem? Stefan dobrze wypada czy to jakies tam dziwaczne sugestie szkoly?

            -Maciek

          2. Chyba na tym forum jeszcze nie wystepowalem, ale poniewaz temat byl, jest i bedzie jeszcze dlugo na czasie, dodam pare informacji i mysli. Wlasnie od niedawna w ML a obecnym BoA mam na wysokim szczeblu hindusa. Podmienil on bialego i reakcja lancuchowa sie zaczela. Bialy szef pod nim zostal podmieniony przez hindusa. A ten z kolei podmienil podleglego mu bialego na hindusa.

            Comodyzacja (utowarowienie po polsku, choc dam glowe, ze takiego slowa nie ma w polskim jezyku) zawodu informatyka. Kazdy pracownik najemny w wiekszym lub mniejszym stopniu byl towarem od zarania dziejow. Specyfika okreslonej profesji (lekarze, budowlancy – musza byc tu w USA choc na drogie operacje oplaca sie jechac do niektorych krajow, a raczej wielu krajow), lobby zwiazane z profesja i inne czynniki (Marek wspomnial o poziomie edukacyjnym nacji w matematyce) powoduja, ze jedne profesje sa aktualnie bardziej podatne niz inne na outsourcing, czy tez wymiane nacjonalna kadry tu w kraju.

            Globalizacja spowodowala tylko to, ze pracownik stal sie towarem na rynku swiatowym, a nie tylko krajowym. Co za tym idzie, dopoki poziom gospodarek swiatowych sie choc troche nie wyrowna (przynajmniej tych najliczniejszych nacji), outsourcing (ten tzw. off-shore) bedzie rozkwital w najlepsze.

            W zwiazku z tym zycze wszystkim jak najszybszego osiagniecia wieku emerytalnego, choc nie bardzo wiem jak to przyspieszyc poza wygrana w loterii. Wladze zmierzaja raczej do spowolnienia tego procesu.

            Jurek D.

        2. pozwole sobie dołączyć się do dyskusji.
          Porównanie informatyka do lekarza jest dowodem nie nadążania za ewolucją zawodu informatyka programisty. Tak, kiedyś trzeba było lat nauki, by być programistą. Dziś od hello world do napisania czegoś sensownego wystarczą miesiące, nie lata. Błąd informatyka naprawia się bez większych konsekwencji. Lekarze nie mają debugera.
          Służbowa konieczność zmusiła mnie ostatnio do nauki pisania aplikacji pod ios. I okazuje się, że moje stare przyzwyczajenie do tego, by przy kodzie nie używać myszy (bo po co) tutaj nie ma zastosowania. Dawne dziesiątki lini kodu by tylko zdefiniować podstawowe zmienne i okna aplikacji wykonywane są niejako w tle.

          Outsourcing w tym zawodzie jest czymś tak naturalnym, że dziwnym wydaje mi się dyskusja o tym dlaczego pracodawca w US nie płaci $50+ na godzine, jeśli może za tą samą pracę zapłacić o połowę mniej.
          Outsourcing w zawodzie lekarza (i nie tylko lekarza) nie istnieje

          1. To w przypadku malych aplikacji. W przypdaku tzw. backendu jest inaczej. Zreszta niestety knsekwencje dopuszczenia do tworzenia backendu ludzi malo kompetentnych wyszkolonych w krotkim czasie koncza sie kiepsko. Wlasnie jestem na etapie negocjowania z zarzedem wywalenia tego co koledzy z Indii zrobili prze pare ostanich lat, bo tego sie po prostu nie da ani utrzymac ani rozbudowac do skali ktora obecnie potrzebujemy przy przetwarzaniu gieldowym. Zbyt duze ryzyko. Zobaczymy… Na razie glowny architekt zgadza sie ze mna.

            -Maciek

          2. Drogi Panie,

            Nie bede wiele polemizowal na ten temat bo jak zwykle mozna godzinami i do niczego to nie prowadzi.
            Ja przytoczylem specjalnie zawod lekarza, aby (bron Boze) nie mowic, ze informatyk ma taka sama odpowiedzialna prace,
            aby zwrocic uwage, ze sa zawody, ktore sie nieco lepiej „szanuja”. Moglem dac przyklad licencjonowanych hydraulikow, ktorzy biora kilkaset dolarow za fakt pojawienia sie w domu, ale ktos moze by sie poczul obrazony.
            Przyklad z inzynierem mial podkreslic, dokladnie to co sam Pan wspomnial – to ogolnie przyjeta zasade (z czym osobiscie sie nie zgadzam)
            „blad informatyka naprawia sie bez wiekszych konsekwencji”, a zatem wyglada, ze kazdy dyletant, po jakimkolwiek kursie
            moze sie dzisiaj nazywac czlowiekiem IT – specjalista – bo wie jak sie obsluguje kalwiature i myszke..
            Mowimy jednakze o roznych sprawach – czlowiek, ktory spedzil troche czasu majac wzglad na wiele aspektow projektowania i programowania,
            podchodzi do zagadnien nieco inaczej niz zwykly wspomniany juz „specjalista”.
            Mnie po prostu uczono , ze zanim napisze pierwsza linijke kodu to musze wiedziec dziesiatki spraw i wiedziec chocby podstawowa sprawe,
            jak to bede testowal, jak to co pisze pasuje do calego systemu.
            Dzisiaj oczywiscie modna jest specjalizacja – a wiec sa koderzy, technical writers, alpha testers, beta testers, qa testers..
            kazdy z nich czesto nie ma bladego pojecia o tym przygotowuje, testuje, nic wiec dziwnego, ze mamy tyle „ruin” w glebinach komputerow,
            ktorych trzeba podpierac kolkami. Ciekawostka dla mnie jest zawsze fakt , ze pracodawca chetnie zatrudni 10 Hindusow placac im po 20tys,
            gdy w sumie potrafi to zrobic jedna osoba, ale ktoz dzisiaj chce jej zaplacic mu te glupie 100tys.? choc w sumie byloby to taniej dla firmy.
            A juz najbardziej smieszy fakt zatrudniania konsultantow na 3-4 tygodnie, aby napisali jakis jeden czy drugi program..
            ktory i tak sie predzej czy pozniej wyrzuci do kosza.
            Juz koncze – ale raz jeszcze podkresle, ze w wielu zawodach wymagane jest wyksztalcenie/licencje, praktyka zanim kogos dopusci sie do
            wykonywania zawodu i te profesje potrafia dbac, aby za wielu przypadkowych ludzi sie tam nie dostawalo..
            Zawod tzw. informatyka stal sie generalnie dostepny „dla kazdego”, bo ktoz dzisiaj nie klepie po klawiaturze..a skoro tak,
            to i nie ma co sie dziwic, ze przestaja go szanowac, placac coraz mniej..

            Pozdrawiam i zycze milego dnia.

          3. Jeden drobiazg który chciałbym dodać.
            Kiedy zaczynaliśmy w branży informatycznej, fachowość była najbardziej wymagana.
            Teraz jak zaczęła się „komodytyzacja” zawodu, „risk management” jest najważniejszy. Tak więc prościej jest zastąpić jednego mniej wykwalifikowanego pracownika z czterech którzy robią to samo, niż jednego który jest jedynym który wie jak to zrobić. Super-fachowcy są na straconej pozycji. Bo są trudni do zastąpienia, a to jest coś czego ten biznes nie znosi.
            Oczywiście robienie dziadostwa to zupełnie inna sprawa. Ale nie niedoceniaj pracowników z Indii. Moim zdaniem jesteśmy na straconej pozycji.

          4. Dużo w tym prawdy; oni maja BARDZO dużą motywacje, w ilości jest selekcja i konkurencja. Jesteśmy na straconej pozycji? Kto to jest „my”? 😉

          5. Pracownicy z Indii to takie uogolnienie. Wokolo mam wielu kolegow z Indii i Chin ktorzy sa na bardzo wysokim poziomie. Tak sie sklada ze jednego z nich (obecnego menedzera) sam mentorowalem w zawodzie (strona techniczna) jakies 8 lat temu 😉 Chlop wie co robi i az milo popatrzec. Natomiast mam tez w zespole czlowieka niby z ogromnym doswiadczeniem, ktory niestety nie radzi sobie z pewnym poziomem abstrakcji i w zwaiazku z tym ladujemy z oprogramowaniem w wersji „klejonej na szybko i byke jak”. Mam taka sytuacje ze mentorujac dwoch chlopakow po koledzu musze osobno poswiecic czas naszemu koledze z Indii… ktory notabene jest swietny w innych sprawach (np. utrzymanie).

            -Maciek

          6. Każdy człowiek ma coś do dodania, czasem się nawet kierunek zgadza, a jak sie zwrot zsynchroniuje na dodatek to jest pięknie, niestety to zazwyczaj są tylko takie chwile 🙂

  2. Z Powazaniem,

    ale przeciez ten proces zaczal sie juz w 2001-2002 roku, przynajmniej w firmie, w ktorej wtedy pracowalem wtedy zwanej Merrill Lynch,
    tak, ze wydaje mi sie, ze artykul jest nieco spozniony, albo ta fala „zwolnien,outsourcingu” byla/jest nieco wolniejsza w innych firmach..
    byc moze teraz dopiero pracownicy IBM ja lepiej dostrzegaja..

    Roman

    1. Co do budowlancow to powoli juz nie prawda. Zaczyna sie trend kiedy domy i cale panele sa robione w Chinach a tutaj tylko skladane. Zalezy co okreslic „budowlaniec” bo tak naprade to wkrotce bedzie tani skladacz. W zasadzie kontraktorzy instalacyjni to jest zawod nie do wyeksporowania bo wymagane sa licencje stanowe a na taka trzeba zapracowac i zdac egzaminy (np. elektryk w NJ – 5 lat pracy w firmie elektrycznej a w przypadku magistra zwiazanego z elektryka zaliczaja 2.5 roku pracy a reszte trzeba odpracowac przed egzaminem – kolega z IT – Rosjanin jest takze inspektorem i instruktorem w stanie NJ).

      Na emeryture bym nie czekal, ale moze otworzyl jakis maly cichy biznes. Znamy takiego czlowieka co przykladowo na emeryturze jest „ksiegowym” (swietnym!) w H&R Block. W koncu podatki nigdy sie nie skoncza.

      -M.

Możliwość komentowania jest wyłączona.